– Nic z tego. – Moslund pokręcił głową i wyciągnął kolejnego prince’a. – Komendant nie chce, żebyśmy przenieśli tu śledztwo. Obowiązuje właściwość terytorialna.
– Więc mamy tam kogoś wysłać?
Ledwo Katrine o to zapytała, a uświadomiła sobie, że odpowiedź może być tylko jedna. Formalnie farerska policja wchodziła w skład duńskiej, ale obydwie strony dbały o to, by lokalni stróże prawa zachowywali jak najwięcej autonomii. Jednocześnie Dania nie była skłonna pozwalać Farerom na pełną samodzielność, więc wybrano wyjście pośrednie.
– Tak – potwierdził Kjeld. – Będzie łączony zespół na miejscu.
– Z powodu czaszki? Z całym szacunkiem, ale to mogą być kości jakiegoś irlandzkiego mnicha, którego wieki temu zabili przybywający na wyspę wikingowie.
Moslund wydawał się nieprzekonany.
– Twierdzą, że nie – odparł i wzruszył ramionami. – Zresztą nam wszystkim zależy na tym, żeby jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę. Szczególnie biorąc pod uwagę to, co działo się w lutym.