Nie chciała wracać myślami do wydarzeń z tamtego roku, a tym bardziej przypominać sobie tego, co wydarzyło się w lutym. Czternastego odbyła się akcja duńskiej policji, której Katrine przewodziła. Pojawiła się na Streymoy pod pretekstem spędzenia walentynek z Hallbjørnem, po czym zakuła go w kajdanki i wysłała prosto do aresztu.
Mężczyzna, którego pokochała, okazał się bestią. W takiej sytuacji nawet najbardziej malowniczy skrawek ziemi na Morzu Norweskim jawiłby się jak przedsionek piekła, jeśli nie samo piekło.
Ellegaard gwałtownie zaciągnęła się papierosem.
– Czego chcą Farerowie? – zapytała.
– Dobre pytanie. Nasi politycy zadają je sobie od setek lat... Sami wyspiarze zapewne też.
– Szefie...
– W porządku, w porządku – odparł, unosząc otwarte dłonie. – Policja z Tórshavn twierdzi, że w jednej z wiosek podczas połowu grindwali doszło do makabrycznego odkrycia.
– Jakiego?
– W żołądku jednego z nich znaleźli kawałek ludzkiej czaszki.
– Mhm.
– Poprosili o pomoc – ciągnął Kjeld. – Nie mają nikogo, kto potrafiłby dokonać projekcji wstecznej i rekonstrukcji.
– Więc niech przyślą kości do nas.