PROLOG
Dzisiejszej nocy zostanę zamordowana.
Błyskawice rozświetlają salon niewielkiego domku, w którym spędzam noc i w którym moje życie raptownie się zakończy. Podczas kolejnego wyładowania spoglądam na drewnianą podłogę, na której stoję, i przez krótką chwilę wyobrażam sobie swoje bezwładne ciało rozciągnięte na deskach oraz kałużę krwi rozlewającą się w bezkształtne kręgi i wsiąkającą w szpary w drewnie. Mam otwarte oczy i niewidzącym wzrokiem spoglądam w nicość. Moje usta są lekko rozchylone, a po podbródku spływa mi strużka krwi.
Nie. NIE.
Nie dziś.
Gdy salon na nowo otula ciemność, ruszam przed siebie na oślep, oddalając się od kanapy. Burza jest gwałtowna, ale nie na tyle, by odciąć prąd. Nie, za tym musi stać ktoś inny. Ktoś, kto już dziś odebrał jedno życie i liczy na to, że ja będę następna.
Zaczęło się od zwykłego sprzątania. A może zakończyć się zmywaniem mojej krwi z podłogi domku.