Tym razem z powodzeniem udaje mi się wstać. Sięgam do blatu kuchennego, wzdychając z ulgą, gdy moje palce zaciskają się na twardej, zimnej powierzchni. Rozglądam się za stojakiem z nożami, ale nigdzie go nie widzę. Gdzie on się podział?
Nagle słyszę kroki, zbliżają się do mnie. Trudno to ocenić, ponieważ panuje nieprzenikniony mrok, ale jestem prawie pewna, że ktoś jest ze mną w kuchni. Włoski na karku stają mi dęba, gdy zauważam wpatrzoną we mnie parę oczu.
Nie jestem już sama.
Serce zamiera mi w piersi. Podjęłam niewiarygodnie złą decyzję. Nie doceniłam niezwykle niebezpiecznej osoby.
I teraz zapłacę za to najwyższą cenę.