Na twarzy detektywa maluje się rozczarowanie. Porusza szczęką, rozmyślając o dowodach, jakie dotychczas zostały znalezione w tym domu. Zastanawia się, czy to mu wystarczy, by zakuć moje nadgarstki w kajdanki. Nie jest pewien. Gdyby był, już by to zrobił.
– Hej, Connors!
To głos drugiego policjanta. Odwracam wzrok i spoglądam w kierunku szczytu schodów. Stoi tam ten drugi, dużo młodszy glina, i trzyma się kurczowo poręczy. Jego gładka twarz jest blada.
– Connors – mówi młodszy policjant. – Musisz tu przyjść, natychmiast. Musisz coś zobaczyć. – Nawet z dołu schodów widzę, jak jego grdyka drga. – Nie uwierzysz.