Robert Kubica zaczął ćwiczyć jazdę, mając zaledwie cztery lata. To ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę badania przeprowadzone na początku lat dziewięćdziesiątych na Akademii Muzycznej w Berlinie przez psychologa K. Andersa Ericssona oraz jego kolegów. Zadawali oni muzykom proste pytanie: „Ile godzin ćwiczysz?”, a następnie zestawiali ich osiągnięcia z częstotliwością ćwiczeń. Wniosek był prosty i powtarzał się w kolejnych badaniach: żeby zostać światowej klasy ekspertem w czymkolwiek – poczynając od gry na skrzypcach i kończąc na grze w szachy – trzeba przetrenować co najmniej dziesięć tysięcy godzin! Tyle miał za sobą Bill Gates, gdy porzucił Harvard i zakładał Microsoft. Bill Joy – jeden z architektów Internetu i założyciel firmy Sun Microsystems – również spędził dziesięć tysięcy godzin na pisaniu programów komputerowych w czasach uniwersyteckich. Nawet taki geniusz jak Mozart potrzebował swoich dziesięciu tysięcy godzin, żeby dojść do wprawy w komponowaniu. To twarda zasada i niełatwo ją obejść.
A Kubica? W wieku sześciu lat dostał od rodziców pierwszego gokarta. W wieku dziesięciu lat miał licencję wyścigową i startował w mistrzostwach Polski i w innych imprezach.