– To będziesz musiała się przyzwyczaić, bo staż obejmie także wizyty w prosektoriach. – Mrugnął do mnie żartobliwie.
– Cudownie – powiedziałam tak cicho, że podałam w wątpliwość, czy te słowa w ogóle padły.
– Pozostało jeszcze tylko podpisać kontrakt… – podsunął mi dokumenty i długopis – …i wybrać protektora.
Wypuściłam westchnienie, nie będąc do końca świadoma tego, że je wstrzymałam. Uporczywy wzrok dyrektora wbijał mnie w siedzenie.
– Isabello? – Wyczułam troskę w jego głosie. – Pobladłaś. Wszystko w porządku?
Ten moment uświadomił mi, że zdecydowanie nie byłam gotowa, by zmierzyć się z przeszłością. Gdybyśmy mieli jakiekolwiek reguły, łatwiej byłoby mi dostosować się do tego scenariusza. Tymczasem pozostałam z jedną wielką pustką w głowie i oczami gotowymi do wylania łez.
To, co było między nami, nie miało jednak znaczenia. Byliśmy niczym skończona rozprawa, zapieczętowana i rzucona gdzieś między akta. Nie było na to żadnego przypisu, reguły, ustawy. Serce czasem się łamie, a wtedy nawet prawo nie przewiduje zwolnienia z odbycia kary, nawet jeśli okoliczności łagodzące to chęć ochrony tej drugiej strony.
Sprzeciw? Oddalony.