Prokurator
Joanna Balicka — Literatura

Pan Werner zsunął okulary z oczu, złożył je i ostrożnie ułożył na biurku. Oparł dłonie na blacie, a spojrzenie miał twardsze niż kiedykolwiek wcześniej.

– Isabello, powiem coś nie jako twój dyrektor, ale jako starszy i doświadczony człowiek – zaczął, a swoim poważnym tonem wbił mnie w fotel. – Przyglądałem się waszej pracy podczas symulacji rozpraw i muszę powiedzieć, że twoje rozwiązywanie casusów było naprawdę imponujące. W szczególności wnioski, które wysuwałaś. – Na usta wypłynął mu uśmiech typowy dla dziadka. – Niekonwencjonalne, ale słuszne i skuteczne.

– Za dzieciaka oglądałam trochę Prawa i porządku. – Machnęłam teatralnie ręką. – No i Legalna blondynka to mój ulubiony film – skwitowałam z nutą rozbawienia.

Podzielił mój optymizm, lecz nie na długo. Jego analizujący wzrok podtrzymywał martwą ciszę między nami. Chciał wywołać psychologiczną reakcję, przez którą z nerwów zaczęłabym wyznawać prawdę. Nie ze mną te numery, jako jedynaczka metody manipulacji opanowałam do perfekcji.

– Liczyłem, że powiesz coś na temat prokuratury. – Aha, wiedziałam!

– Słyszałam, że pracują tam same gbury. – Skrzywiłam się. – Bardzo nie lubię sztywnego otoczenia.