Prowadź swój pług przez kości umarłych
Olga Tokarczuk — Pozostałe

Stanęliśmy z Matogą w zimnej, wilgotnej izbie, w mroźnej pustce, która zapanowała w nijakiej szarej godzinie, i pomyślałam, że to coś, co odchodzi z ciała, zasysa za sobą kawał świata i że jakkolwiek byłoby dobre czy złe, winne czy nieskazitelne, zostawia po sobie wielkie nic.

Spojrzałam przez okno. Szarzało i powoli tę nicość zaczęły zapełniać leniwe płatki śniegu. Spadały niespiesznie, lawirując w powietrzu i kręcąc się wokół własnej osi jak pióra.

Wielka Stopa już odszedł, trudno więc było chować do niego jakiś żal czy urazę. Zostało ciało, martwe, obleczone w garnitur. Teraz wydawało się spokojne i zadowolone, jakby duch cieszył się, że się wyzwolił w końcu z materii, a materia cieszyła się, że wreszcie została uwolniona od ducha. Dokonał się w ciągu tego krótkiego czasu metafizyczny rozwód. Koniec.