Prowadź swój pług przez kości umarłych
Olga Tokarczuk — Pozostałe

Ściany sieni obłożone były drewnem do palenia w piecu, nierównymi polanami. Było to nieprzyjemne wnętrze, nie ma co mówić. Brudne i zaniedbane. Wszędzie czuło się zapach wilgoci, drewna i ziemi – mokrej, żarłocznej. Swąd dymu, wieloletni, osiadł na ścianach tłustą warstwą.

Drzwi do kuchni były uchylone i od razu zobaczyłam leżące na podłodze ciało Wielkiej Stopy. Mój wzrok zaledwie go dotknął, a potem odskoczył. Trwało chwilę, zanim znowu mogłam tam spojrzeć. Potworny był to widok.

Leżał skręcony, w dziwacznej pozycji, z rękami przy szyi, jakby usiłował zerwać uciskający go kołnierz. Powoli podchodziłam bliżej, jak zahipnotyzowana. Zobaczyłam otwarte oczy wpatrzone gdzieś pod stół. Brudny podkoszulek był rozerwany koło gardła. Wyglądało to tak, jakby ciało walczyło samo z sobą i pokonane – poległo. Zrobiło mi się zimno ze Zgrozy, krew zamarła mi w żyłach i miałam wrażenie, że cofnęła się gdzieś najgłębiej do środka mojego ciała. Jeszcze wczoraj widziałam to ciało żywe.

– Mój Boże – wybełkotałam. – Co się stało?

Matoga wzruszył ramionami.

– Nie mogę się dodzwonić na Policję, znowu jest czeski zasięg.