Przemiana, jaka tu zachodziła w ludziach, była dość powszechna i oczywista – praktycznie każdy był gotów pomagać i z obojętnego na los drugiego człowieka stawał się za niego odpowiedzialny. Góry zdawały się działać jednocząco na tych, którzy próbowali je zdobyć.
– Rozmawialiśmy chwilę, byłem przekonany, że to paczka starych znajomych – dodał turysta.
– Kobieta zachowywała się normalnie?
– Tak, śmiała się, cały czas była wesoła. Może trochę zmęczona, ale z pewnością zadowolona.
– W takiej pogodzie? – odparł podejrzliwie Forst. – O tamtej porze była podobno całkowita dupówa.
– Nie, nie. Chwilę wcześniej się przejaśniło, był wtedy moment oddechu. Wyglądało na to, że front pójdzie bokiem, ale sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Wie pan, jak to jest.
– Wiem. Dużo czasu pan z nimi spędził?
– Niezbyt – odparł mężczyzna i podrapał się po karku. – Oni rozsiedli się na przełęczy, chyba mieli zamiar tam coś zjeść. Mieli sporo batoników, tych białkowych słowackich… yyym…
– Maxsport?