Nie nastręczało to najmniejszych problemów, by umożliwić sprawny przebieg akcji ratunkowych, każdy radiotelefon TOPR-owców był bowiem wyposażony w GPS.
– Mogę tam rzucić dwie osoby z Niskiej Przełęczy – odparł ratownik. – A co, masz coś?
– Możliwe.
– Znaczy?
– Trzeba sprawdzić, czy ta grupa nie spadła gdzieś w okolicy.
Rozmówca przez moment się zastanawiał.
– Jeśli tak, to potencjalny teren będzie duży – odparł w końcu. – Z Niskiej Przełęczy stoki są raczej łagodne, ale wokół są urwiska. Stoczysz stamtąd kamień, to może zatrzymać się z półtora kilometra dalej.
Wiktor zaklął pod nosem. Przestrzeń niepokryta żadnymi szlakami musiała być tam dość rozległa.
Podziękował, a potem się rozłączył i przyspieszył kroku.
Chwilę po tym, jak z powrotem dołączył do Osicy, znów dał o sobie znać jego telefon. Odebrał niemal natychmiast, ignorując Edmunda, który domagał się najnowszych wieści.
– Tak? – rzucił do słuchawki.
Przedstawił mu się jeden z ratowników, których zadysponowano do sprawdzenia doliny. Ton jego głosu od razu zdradził, że coś jest na rzeczy.
– Panie komisarzu, jestem jakieś pięćset metrów od szlaku.
– I? – spytał Forst. – Co masz?
– Coś, czego chyba nikt z nas się nie spodziewał…
– Czyli?