Przepaść
Remigiusz Mróz — Kryminalne i sensacyjne

Tego się nie spodziewał. Wcześniej przy podobnych sytuacjach mieli szczęście, jeśli komórka poszukiwanej w górach osoby znalazła się w zasięgu jednej stacji bazowej. Pokrywały one obszar kilkunastu kilometrów, miały krycie na jakieś sto dwadzieścia stopni – w rezultacie obsługiwały połowę Tatr, więc zazwyczaj dało się stwierdzić jedynie, czy turysta zaginął w Wysokich, czy Zachodnich. Komórki działały tutaj głównie dzięki repeaterom, które przekazywały sygnał do stacji, a na tej podstawie nie sposób było ustalić lokalizacji.

– Jakim cudem?

– Odezwaliśmy się do Słowaków – wyjaśnił rozmówca. – Komórka łączyła się z dwoma BTS-ami po ich stronie.

Głos technika powinien być przepełniony entuzjazmem, tak jednak nie brzmiał.

– Ale? – zapytał Forst.

– Teren i tak jest dość rozległy.

Wiktor westchnął. Przez moment uwierzył w to, że uda się choćby zawęzić obszar poszukiwań.

– Miała włączoną komórkę w okolicy Jarząbczych Szałasisk – dodał rozmówca.

– Gdzie to jest?

– Tam, gdzie kończy się żółty szlak.

Papieski. A zatem wciąż nie było wiadomo, czy poszła dalej czerwonym na Trzydniowiański Wierch.

– Potem albo komórka jej się rozładowała, albo dziewczyna ją wyłączyła.