– Nie rób nic głupiego – powiedział Blix. Starał się przypomnieć sobie wszystko, czego się nauczył w szkole, co powinien powiedzieć i jak się zachować w takiej sytuacji. Ale teraz, kiedy właśnie się w niej znajdował, nie przychodziły mu do głowy żadne sensowne strategie. Musiał improwizować. Spróbować przemówić napastnikowi do rozsądku.
Pomyślał o Marete, która czekała na niego w domu. Która nigdy nie zaakceptowała jego zawodu. Która zawsze ostrzegała go przed niebezpieczeństwami, na które będzie narażony.
Pomyślał o trzymiesięcznej Iselin.
Opuścił broń.
– Jak masz na imię? – zapytał, starając się uspokoić oddech.
Mężczyzna nie odpowiedział.
– Za kilka minut cały dom zostanie otoczony – ciągnął Blix. – Nie wyjdziesz stąd cały.
– One są moje! – wycedził mężczyzna. – Moje!
– I na pewno chcesz zobaczyć, jak dorastają – przytaknął Blix.
Szukał wzrokiem drugiego dziecka, ale była tam tylko ta jedna dziewczynka.
– Nikt mi ich nie odbierze – powiedział. – Słyszysz?
– Słyszę, ale bardzo cię proszę: nie pogarszaj sytuacji.
– Odłóż broń – powtórzył mężczyzna z jeszcze większą determinacją w głosie. – Mówię ostatni raz. Wynoś się stąd! To jest mój dom.
Blix wyczekiwał dźwięku syren. Wyczekiwał Fossego.