W głębi willi Rożnowskich ktoś krzyknął i panny służące zatrzasnęły otwarte okienka, po czym pobiegły do swoich zajęć. Była środa po Wielkanocy, w przepastnych szafach kredensowych trzeba było pochować odświętne serwisy, paradne srebra, wielkie półmiski, na których dopiero co rozstawiano święcone: pęta kiełbas, garnirowane szynki, mazurki i baby pieczone z kopy jaj. Nie było czasu na takie atrakcje.