To była jego ziemia. Jego święte miejsce. Nie mieli prawa tu przebywać.
– Znalazłeś?
Kobiecy głos. Miękki i dźwięczny, ale dało się w nim usłyszeć zmęczenie.
– Tak. Już kilka minut temu.
– Naprawdę?
– Nie, kurwa! Nie naprawdę! Przecież jakbym znalazł, tobym ci powiedział! Co ty myślisz? Że mi się podoba takie jebanie się tutaj po nocy?!
Drugi głos należał do mężczyzny. Raczej młodego. Z trudem panującego nad emocjami. Kiedy zmrużył oczy, był w stanie dostrzec ciemne kontury ich sylwetek. On był wysoki i szczupły. Pochylał się jednak nad ziemią, jakby złamało go wpół. Ona była sporo niższa od niego. Tęższa. Promień jej latarki zbliżył się do niego, oświetlając jego obcisły rowerowy strój i skrawek kasku na głowie.
– Ale nie musisz być taki wredny.
– A ty nie musisz zadawać głupich pytań.
Kobieta sapnęła tak głośno, jakby wypuszczała parę z głębi swojego ciała.
– To ty zgubiłeś klucze, nie ja.
– Dzięki za przypomnienie – rzucił kąśliwie.