Rytuał
Wojciech Chmielarz — Kryminały

To była jego zie­mia. Jego święte miej­sce. Nie mieli prawa tu prze­by­wać.

– Zna­la­złeś?

Ko­biecy głos. Miękki i dźwięczny, ale dało się w nim usły­szeć zmę­cze­nie.

– Tak. Już kilka mi­nut temu.

– Na­prawdę?

– Nie, kurwa! Nie na­prawdę! Prze­cież jak­bym zna­lazł, to­bym ci po­wie­dział! Co ty my­ślisz? Że mi się po­doba ta­kie je­ba­nie się tu­taj po nocy?!

Drugi głos na­le­żał do męż­czy­zny. Ra­czej mło­dego. Z tru­dem pa­nu­ją­cego nad emo­cjami. Kiedy zmru­żył oczy, był w sta­nie do­strzec ciemne kon­tury ich syl­we­tek. On był wy­soki i szczu­pły. Po­chy­lał się jed­nak nad zie­mią, jakby zła­mało go wpół. Ona była sporo niż­sza od niego. Tęż­sza. Pro­mień jej la­tarki zbli­żył się do niego, oświe­tla­jąc jego ob­ci­sły ro­we­rowy strój i skra­wek ka­sku na gło­wie.

– Ale nie mu­sisz być taki wredny.

– A ty nie mu­sisz za­da­wać głu­pich py­tań.

Ko­bieta sap­nęła tak gło­śno, jakby wy­pusz­czała parę z głębi swo­jego ciała.

– To ty zgu­bi­łeś klu­cze, nie ja.

– Dzięki za przy­po­mnie­nie – rzu­cił ką­śli­wie.