Rytuał
Wojciech Chmielarz — Kryminały

Po­cze­kał, aż znowu sku­pią się na po­szu­ki­wa­niach, i sko­czył do przodu. Trzy duże kroki i przy­warł do ko­lej­nego drzewa. Czuł, że drżą mu płatki nosa. W ustach zbie­rała się ślina, a jego serce pło­nęło gnie­wem.

– Może wra­cajmy po pro­stu do domu – za­pro­po­no­wała ko­bieta.

Męż­czy­zna prych­nął zi­ry­to­wany.

– I co wtedy? – rzu­cił. – Nie mamy klu­czy! Jak niby do­sta­niemy się do środka?

– Nie wiem. Ślu­sa­rza we­zwiemy?

– O tej po­rze? Niby skąd?

Po­krę­ciła głową.

– Mó­wi­łam, że ten plan wy­cieczki jest zbyt am­bitny.

– Nie! Nie był zbyt am­bitny! – wark­nął męż­czy­zna. – Gdy­byś nie po­sta­no­wiła ro­bić so­bie pie­przo­nej se­sji zdję­cio­wej, to już dawno by­li­by­śmy przy sa­mo­cho­dzie!

– I co by nam to dało, skoro i tak zgu­bi­łeś klu­cze?

– Zgu­bi­łem klu­cze, bo się tu za­trzy­ma­li­śmy, bo jej wy­so­kość mu­siała so­bie, kurwa, od­po­cząć.

– Bo twój plan był zbyt am­bitny. Mó­wi­łam ci prze­cież, że mogę nie dać rady.

Mach­nął tylko w od­po­wie­dzi ręką i w mil­cze­niu wró­cił do prze­szu­ki­wa­nia oko­licy.

– Trzeba było ko­muś zo­sta­wić za­pa­sowe klu­cze – ode­zwała się.