Schronisko, które spowijał mrok
Sławek Gortych — Powieść przygodowa i podróżnicza

Od za­ra­nia dzie­jów dla miesz­kań­ców kar­ko­no­skich cha­łup na­dej­ście zimy wią­zało się z walką o prze­trwa­nie. Sta­wali wów­czas do bru­tal­nej bi­twy z nie­obli­czal­nym ży­wio­łem, w któ­rej stawką było ich ży­cie. Każ­dego roku pod­czas kilku mie­sięcy trwa­nia tych ludz­kich zma­gań Kar­ko­no­sze zmie­niały się nie do po­zna­nia. Szczyty i ko­tliny szczel­nie po­wle­kała śnieżna po­krywa, która za­cie­rała gra­nice, wy­gła­dzała ostro­ści kra­jo­brazu, za­mie­nia­jąc wszystko w bez­kre­sną biel. Eks­tre­mal­nie ni­skie tem­pe­ra­tury, silne wia­try, śnie­życe i utrzy­mu­jące się przez wiele dni mgły zmu­szały miesz­ka­ją­cych w gó­rach lu­dzi do uru­cho­mie­nia w so­bie po­kła­dów kre­atyw­no­ści i zdol­no­ści prze­wi­dy­wa­nia – cech de­cy­du­ją­cych o tym, czy do­żyją wio­sny. I nie cho­dziło tu o zwy­czajne i oczy­wi­ste za­da­nia, ta­kie jak zro­bie­nie na te kilka mie­sięcy za­pasu żyw­no­ści czy opału. Miesz­kańcy kar­ko­no­skich baud[3] mu­sieli być go­towi na znacz­nie wię­cej.