Schronisko, które spowijał mrok
Sławek Gortych — Powieść przygodowa i podróżnicza

Cha­łupę przy­szy­ko­waną na na­dej­ście zimy po­zna­wało się w Kar­ko­no­szach przede wszyst­kim po cha­rak­te­ry­stycz­nym da­chu, a zwłasz­cza dwóch jego ele­men­tach. Pierw­szym był ko­min, który je­sie­nią wy­dłu­żano, aby na­wet przy kil­ku­me­tro­wej po­kry­wie śnież­nej wy­sta­wał po­nad jej po­wierzch­nię. Drugi ele­ment sta­no­wiło pro­wi­zo­ryczne wej­ście do domu przez strych – je­dyny spo­sób do­sta­nia się zimą do wnę­trza chaty.

Po­my­sło­wość lu­dzi gór szła jesz­cze da­lej, także je­śli cho­dzi o moż­li­wo­ści prze­miesz­cza­nia się. Już kil­ka­set lat temu uży­wali cha­rak­te­ry­stycz­nych sań, tzw. ro­ga­tych, a do bu­tów przy­twier­dzali kar­ple – drew­niane ob­rę­cze prze­ple­cione sznu­rami, umoż­li­wia­jące utrzy­ma­nie się na po­wierzchni głę­bo­kiego na kilka me­trów śnież­nego mo­rza. Bez kar­pli można było za­paść się w biały puch po sam czu­bek głowy, a to już był go­towy sce­na­riusz tra­gicz­nej śmierci.

Ta­kie zimy zda­wały się jed­nak już tylko od­le­głą prze­szło­ścią, o któ­rej co naj­wy­żej z nie­do­wie­rza­niem czy­tało się w książ­kach. Aż do tego roku...