Chałupę przyszykowaną na nadejście zimy poznawało się w Karkonoszach przede wszystkim po charakterystycznym dachu, a zwłaszcza dwóch jego elementach. Pierwszym był komin, który jesienią wydłużano, aby nawet przy kilkumetrowej pokrywie śnieżnej wystawał ponad jej powierzchnię. Drugi element stanowiło prowizoryczne wejście do domu przez strych – jedyny sposób dostania się zimą do wnętrza chaty.
Pomysłowość ludzi gór szła jeszcze dalej, także jeśli chodzi o możliwości przemieszczania się. Już kilkaset lat temu używali charakterystycznych sań, tzw. rogatych, a do butów przytwierdzali karple – drewniane obręcze przeplecione sznurami, umożliwiające utrzymanie się na powierzchni głębokiego na kilka metrów śnieżnego morza. Bez karpli można było zapaść się w biały puch po sam czubek głowy, a to już był gotowy scenariusz tragicznej śmierci.
Takie zimy zdawały się jednak już tylko odległą przeszłością, o której co najwyżej z niedowierzaniem czytało się w książkach. Aż do tego roku...