– Zostaw! – Uderzam go w dłoń. – To do mnie, a nie do ciebie. I dla twojej wiadomości, nie spotykam się z nikim, więc nie wiem, od kogo te kwiaty.
– Nie ma co, facet ma gest. – Nick kiwa głową z uznaniem.
– A ty czasem nie miałeś gdzieś wyjść? – sugeruję.
– Nieee, chcę wiedzieć, od kogo ta wiecha.
Wzdycham, bo czasem wciela się w nadopiekuńczego brata, ale jeśli myśli, że tym sposobem coś ugra i daruję mu kasę, to się przeliczy. Odwracam się i stawiam kwiaty na stoliku kawowym, po czym wyjmuję bilecik. Zwykła biała kartka i trzy słowa.
„Dla pięknej kobiety”.
Tylko tyle, zero podpisu. I skąd mam, do cholery, wiedzieć, od kogo one niby są? Ten dupek z restauracji nie pofatygowałby się, żeby wysłać mi kwiaty na przeprosiny, i na pewno nie są od mojego byłego. Jest takim sknerą, że nie kupiłby mi jednej róży, a co dopiero tuzina, a może i dwóch.
– I co? – dopytuje braciszek.
– I nic, nie wiem od kogo, ale są śliczne – stwierdzam.
– Dobra, to ja spadam. Nie czekaj na mnie i nie martw się, wszystko będzie dobrze.
– Dlaczego odnoszę wrażenie, że kiedy tak mówisz, to wcale tak nie będzie?