Oleg tylko kiwa głową i wychodzi, a ja zabieram się za zaległe papiery. Prowadzenie tego biznesu – nielegalnych gier i całkiem legalnego klubu – wymaga trzymania ręki na pulsie. I mimo że mam dopiero dwadzieścia osiem lat, nikt mi nie podskakuje, bo nie jestem sympatycznym kolesiem z sąsiedztwa. Mogę zafundować im cholerne piekło, jeśli zajdzie taka potrzeba.
W chwili, gdy sięgam po fakturę, słyszę pukanie do drzwi. Unoszę głowę i spoglądam na wchodzącego Olega.
– Chce negocjować – odzywa się.
– Negocjować? A niby co? – Facet jest zabawny. Poważnie. – Przegrał w chuj kasy, a chce jebanych negocjacji?
– Nie wiem, powiedział tylko, że ma coś, czym mógłbyś być zainteresowany, szefie.
– Interesujące. Wprowadź go – rozkazuję, wygodnie opierając się w fotelu. Moja ciekawość jest większa niż irytacja.
Po chwili do gabinetu wchodzi Nick „przegrałem w chuj kasy” McCoy. Facet, który powinien spieprzać stąd jak najdalej, ale jest na tyle głupi, że tego nie robi. Nikt ze mną nie negocjuje. Nikt, kto zna moją reputację i jest przy zdrowych zmysłach. Ale zdarzają się odważni, którzy jednak próbują i płacą za to wysoką cenę. Ale co kto lubi.