– Taksówka – rzucił Strike, wskazując czarny samochód sunący gładko w ich stronę.
– Strike... – powiedziała Robin, odchylając się, by spojrzeć mu w twarz.
Zamierzała mu podziękować, powiedzieć, że to był wspaniały wieczór, lecz gdy ich oczy się spotkały, nie padły żadne słowa. Na króciutką chwilę wszystko wokół nich się rozmazało, jakby stali w oku jakiegoś spowolnionego cyklonu warczących samochodów i mijających ich świateł, przechodniów i nakrapianego chmurami nieba, i jakby prawdziwe były tylko ich dotyk i zapach. Strike, patrząc na jej zwróconą do góry twarz, zapomniał momentalnie o wszystkich solennych postanowieniach, które powstrzymywały go od blisko pięciu lat, i prawie niezauważalnie pochylił głowę, kierując usta w stronę jej ust.