– Zdecydowanie się upiłam – mruknęła Robin, biorąc od niego fioletową torebeczkę, a kilka sekund później potwierdziła własne słowa, gdy się poślizgnęła, zahaczywszy obcasem o skraj okrągłego szkarłatnego dywanu pokrywającego marmurową podłogę w holu. Strike w porę ją złapał, a potem wyprowadził przez jedno z bocznych wyjść umieszczonych po obu stronach obrotowych drzwi, obejmując ją w talii, ponieważ miał wątpliwości, czy Robin sobie poradzi.
– Wybacz – powiedziała, gdy szli ostrożnie po stromych kamiennych schodach przed Ritzem i Strike wciąż trzymał ją w talii. Jego dotyk wydał jej się przyjemny, był mocny i ciepły. Dotychczas to przeważnie ona go podtrzymywała, gdy po jakimś nieprzemyślanym nadmiernym wysiłku kikut jego prawej nogi odmawiał dalszego dźwigania ciała. Strike trzymał ją tak mocno, że jej głowa prawie opierała się na jego piersi i Robin czuła wodę po goleniu, której użył na tę wyjątkową okazję, mimo że jak zwykle przysłaniała ją woń starych papierosów.