Serce jak smoła
J.K. Rowling, Robert Galbraith — Kryminalne i sensacyjne

– Zde­cy­do­wa­nie się upi­łam – mruk­nęła Ro­bin, bio­rąc od nie­go fio­le­to­wą to­re­becz­kę, a kil­ka se­kund pó­źniej po­twier­dzi­ła wła­sne sło­wa, gdy się po­śli­zgnęła, za­ha­czyw­szy ob­ca­sem o skraj okrągłe­go szka­rłat­ne­go dy­wa­nu po­kry­wa­jące­go mar­mu­ro­wą podło­gę w holu. Stri­ke w porę ją zła­pał, a po­tem wy­pro­wa­dził przez jed­no z bocz­nych wy­jść umiesz­czo­nych po obu stro­nach ob­ro­to­wych drzwi, obej­mu­jąc ją w ta­lii, po­nie­waż miał wąt­pli­wo­ści, czy Ro­bin so­bie po­ra­dzi.

– Wy­bacz – po­wie­dzia­ła, gdy szli ostro­żnie po stro­mych ka­mien­nych scho­dach przed Rit­zem i Stri­ke wci­ąż trzy­mał ją w ta­lii. Jego do­tyk wy­dał jej się przy­jem­ny, był moc­ny i cie­pły. Do­tych­czas to prze­wa­żnie ona go pod­trzy­my­wa­ła, gdy po ja­ki­mś nie­prze­my­śla­nym nad­mier­nym wy­si­łku ki­kut jego pra­wej nogi od­ma­wiał dal­sze­go dźwi­ga­nia cia­ła. Stri­ke trzy­mał ją tak moc­no, że jej gło­wa pra­wie opie­ra­ła się na jego pier­si i Ro­bin czu­ła wodę po go­le­niu, któ­rej użył na tę wy­jąt­ko­wą oka­zję, mimo że jak zwy­kle przy­sła­nia­ła ją woń sta­rych pa­pie­ro­sów.