PROLOG
– Tnij ją!
Dziewczyna krzyknęła, a krew trysnęła, plamiąc wszystko wokół. Pełen niewyobrażalnego bólu jęk poniósł się echem w korytarzach starych katakumb, po czym jak każdy poprzedni uwiązł w zimnych murach ponurych piwnic.
Kobieta w habicie odłożyła nożyce na blaszany stolik. Chwyciła biały ręcznik i wytarła przedramiona i twarz. Krew wsiąkła w materiał, zabarwiając go na brunatny w tym świetle kolor.
– Na Boga, zrób coś, bo jeszcze ją usłyszą! – syknęła, jej twarz wykrzywiła się w skrajnej pogardzie.
– Udusi się – odparł mężczyzna w sutannie.
– Jeśli Bóg tak chce…
– Nie bluźnij. Bóg nigdy nie chciałby jej śmierci. Ani żadnego człowieka…
– Po prostu zrób coś. Ta grzesznica zaraz się nam tu wykrwawi!
Mężczyzna rzucił rozmówczyni wymowne spojrzenie i sięgnął po leżącą na stoliku szmatę. Poprawił zaparowane okulary, po czym wepchnął gałgan do ust dziewczyny leżącej na szpitalnym łóżku. Była unieruchomiona pasami, ale nawet nie zareagowała. Nie miała siły walczyć. Była zupełnie wyczerpana. Sięgnął po kolejny łachman, odgarnął z twarzy posklejane strąki i wytarł jej spocone czoło.
– Jesteś już blisko – rzekł ojcowskim tonem. – Bóg jest z tobą, córko. Bóg jest z nami…