Sfora
Przemysław Piotrowski — Kryminalne i sensacyjne

Niewielką piwnicę wypełniały tańczące światła świec. Ich blask rzucał na surowe, ceglane mury pokraczne cienie, które malowały się na ścianach niczym bohomazy szalonego dekadenckiego artysty. Pomimo naturalnego chłodu atmosferę rozgrzewały emocje. Powietrze było gęste, lepkie, niemal galaretowate.

Mężczyzna w okularach rozpiął guziki i ściągnął sutannę. Spojrzał na kobietę w habicie i podwinął rękawy koszuli.

Kolejny skurcz.

– Przyj! – rozkazał.

Twarz dziewczyny wykrzywiła się w bolesnym grymasie. Na skroniach i szyi wybrzuszyły się niebieskie żyły. Przez moment wyglądały, jakby zaraz miały eksplodować, mimo to cienka, biała jak pergamin skóra w sobie tylko znany sposób zdołała utrzymać je w ryzach. Ponurą piwnicę znów wypełnił przeciągły, zdławiony krzyk.

– Wychodzi – syknęła kobieta w habicie.

– Nie przestawaj przeć. Jeszcze tylko chwila. Już go widzę – zachęcał mężczyzna.