– Wybrałeś, Misiek. A ja nie mogę pogodzić się z twoją decyzją.
– Kuba, do cholery! Przestań gadać bzdury. Niczego nie wybierałem. Jestem gliną i nie zamierzam tego zmieniać. Nasze relacje nie mają nic wspólnego z moją pracą. Nie rozumiem, dlaczego starasz się na mnie wymusić odejście z pracy. Wytłumacz mi to...
– Przecież wiesz!
– Nie, nie wiem. Doczepiłeś się.
– Chodzi o Sikorę. – Kuba wrzucił do walizki kolejną partię skarpet i spojrzał na Bieleckiego. – Tak, kurwa, jestem zazdrosny. Sikora jest przystojny, męski, jest twardzielem. Przecież widzę, że cię pociąga.
– Nie pociąga mnie! To tylko kumpel z roboty, nikt więcej. Nie musisz się martwić.
– Nie? To dlaczego nie chcesz odejść? Moglibyśmy wyjechać do Niemiec. Zamieszkalibyśmy w Berlinie albo w Monachium.
– Nie znam języka, ty też nie. Poza tym nie zamierzam rzucać pracy. Czuję, że spełniam się w zabójcach. Łapię sprawców najcięższych przestępstw. Chcę się poświęcić robocie i nie w głowie mi romanse, zwłaszcza z Sikorą.
Burzyński zamknął walizkę, ściągnął ją z łóżka i ukradkiem otarł spływającą po policzku łzę.
– Na kilka dni zatrzymam się u Tomka i Przemka.
– Jesteś pewien?
– Tak. Odpoczniemy trochę od siebie. Dobrze nam to zrobi.