Skazanie
Remigiusz Mróz — Kryminalne i sensacyjne

Usłyszała ciche siorbnięcie, zerknęła na godzinę i uznała, że Zordon niedawno zjechał na parter Skylight, żeby napić się latte. Pewnie jakiegoś sezonowego, z dużą ilością aromatów i nikłą zawartością kofeiny.

– Czyli żadnych postępów? – spytał.

– Żadnych. W poprzednich wyglądałam, jakbym po pijaku zawinęła się w firankę, a w aktualnej, jakbym włożyła na siebie ozdobny biały klosz. To jest jakiś, kurwa, cyrk.

– Może w takim razie…

– Nie ma mowy, żebym w tym paradowała.

– W porządku, ale…

– I nie mam zamiaru przymierzać ani jednej więcej.

W słuchawce rozległo się ciche chrząknięcie.

– Dla mnie mogłabyś przyjść nawet w worku na ziemniaki – odparł Oryński. – I tak bym…

Rozłączyła się, położyła komórkę na niewielkiej półce, a potem jeszcze raz się obróciła, krzywiąc się coraz bardziej. W końcu rozsunęła zasłonę i wyszła na zewnątrz.

Magdalena zareagowała na jej widok dokładnie tak samo jak przy sześciu poprzednich razach. Oczy jej się zaświeciły, dłonie mimowolnie uniosły do ust. Zanim jednak je otworzyła, Joanna ostrzegawczo podniosła rękę.

– Ani słowa.

– Ale wyglądasz…

– Jakbym się odjebała na bal przebierańców.

– Właściwie to twój ślub, więc…