Smolarz
Przemysław Piotrowski — Kryminalne i sensacyjne

Prolog

W sta­rej kozie strze­lały polana, a na zewnątrz szu­miał wiatr.

Spoj­rzała na twarz męża. Była cał­ko­wi­cie pokryta sadzą. Podob­nie jak szyja, kark, dło­nie i ramiona. Włosy przy­po­mi­nały poskle­jane z gałą­zek gniazdo, a sztywna broda pędzel pokryty zaschniętą smołą. Jedyne dwa białe punkty kryły się pod krza­cza­stymi brwiami, które przy­da­wały mu iście dia­bel­skiego cha­rak­teru.

Uśmiech­nęła się życz­li­wie, ale męż­czy­zna nie zare­ago­wał. Wie­działa, co to ozna­cza, bo znała go od lat, i nawet jeśli trudno było cokol­wiek wyczy­tać z pokry­tej sko­rupą twa­rzy, nie miała naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści, że jego głowę zaprzą­tają ponure myśli. W lekko drżą­cych tęczów­kach odbi­jały się dwa pło­myki sto­ją­cej na ławie lampy naf­to­wej. Męż­czy­zna wyglą­dał i cuch­nął, jakby wró­cił z cze­lu­ści samego pie­kła.