To, co ujrzała później, śniło jej się przez następne miesiące i lata. Często po zmroku słyszała wrzaski i budziła się zlana potem, a nawiedzające ją duchy każdej nocy złośliwie przypominały o tym, co wydarzyło się tamtej straszliwej nocy. Nie potrafiła też tak namiętnie kochać się z mężem, a jego dotyk zamiast wzbudzać rozkoszne dreszcze, przypominał tarcie skóry papierem ściernym. W wyklętej rodzinie pojawiła się rysa, która z każdym dniem, tygodniem i miesiącem coraz bardziej się pogłębiała, aby w końcu przeobrazić się w rów wypełniony ludzką niegodziwością, bezeceństwem i podłością.
A to i tak był dopiero początek bezdennego koszmaru…