Kobieta obserwowała, jak mąż pospiesznie wkłada spodnie i kufajkę i wsuwa na nogi kalosze. Miał silne, poznaczone śladami po oparzeniach ramiona, na których, niczym pajęczyna, snuła się siatka niebieskich żył. Jędrne pośladki i mocne nogi świadczyły o krzepie i witalności, a dwie krągłe blizny w okolicach prawej łopatki były dowodem niespotykanej woli życia. Co z tego, gdy teraz bała się o niego bardziej niż kiedykolwiek. Ludzie z gruntu byli źli, dlatego mąż rzadko musiał ich dookreślać. Dziś wyartykułował to bardzo wyraźnie. Do ich domu szli „źli ludzie”. I na pewno nie mieli względem nich dobrych zamiarów.
– Mężu… – jęknęła, gdy otworzył drzwi, ale mężczyzna posłał jej tylko krótkie spojrzenie, a następnie z wintówką w ręku opuścił naprędce sklecony barak.