– Dlatego właśnie to takie straszne – powiedział cicho. – Pamiętaj: miej się na baczności!
– Co się stało z Gibarianem?
Nie odpowiedział.
– Co robi Sartorius?
– Przyjdź za godzinę.
Odwróciłem się i wyszedłem. Otwierając drzwi, popatrzałem na niego raz jeszcze. Siedział z twarzą w rękach, mały, skurczony, w poplamionych spodniach. Zauważyłem dopiero teraz, że na kostkach obu rąk ma zapiekłą krew.