Solaris
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

– Dla­te­go wła­śnie to ta­kie strasz­ne – po­wie­dział ci­cho. – Pa­mię­taj: miej się na baczności!

– Co się sta­ło z Gibarianem?

Nie odpowiedział.

– Co robi Sartorius?

– Przyjdź za godzinę.

Od­wró­ci­łem się i wy­sze­dłem. Otwie­ra­jąc drzwi, po­pa­trza­łem na nie­go raz jesz­cze. Sie­dział z twa­rzą w rę­kach, mały, skur­czo­ny, w po­pla­mio­nych spodniach. Za­uwa­ży­łem do­pie­ro te­raz, że na kost­kach obu rąk ma za­pie­kłą krew.