– Kogo mogę zobaczyć? Ducha?! – wybuchnąłem.
– Rozumiem. Myślisz, że zwariowałem. Nie. Nie zwariowałem. Nie potrafię ci tego powiedzieć inaczej… na razie. Zresztą może… nic się nie stanie. W każdym razie pamiętaj. Ostrzegłem cię.
– Przed czym!? O czym ty mówisz?
– Panuj nad sobą – mówił uparcie swoje. – Zachowuj się, jakby… bądź przygotowany na wszystko. To niemożliwe, wiem. Mimo to spróbuj. To jedyna rada. Innej nie znam.
– Ale CO zobaczę!!! – krzyknąłem prawie. Ledwo powstrzymałem się od porwania go za ramiona i porządnego wstrząśnięcia, kiedy tak siedział wpatrzony w kąt z umęczoną, spaloną słońcem twarzą i z widocznym wysiłkiem wyduszał z siebie pojedyncze słowa.
– Nie wiem. W pewnym sensie to zależy od ciebie.
– Halucynacje?
– Nie. To jest – realne. Nie… atakuj. Pamiętaj.
– Co ty mówisz?! – odezwałem się nieswoim głosem.
– Nie jesteśmy na Ziemi.
– Polytheria? Ależ one nie są w ogóle podobne do ludzi! – zawołałem. Nie wiedziałem, co robić, żeby go wytrącić z tego zapatrzenia, z którego zdawał się wyczytywać mrożący krew w żyłach bezsens.