– To tyle na dzisiaj.
Odwrócił się i wyszedł, nie spojrzawszy na nikogo.
William Stoner prawie nie zwrócił uwagi, że inni już wstali i w ogólnym zgiełku, szurając butami, opuścili audytorium. Przez parę minut po wyjściu kolegów siedział nieruchomo, spoglądając w dół na wąskie klepki podłogi odarte z lakieru i od dawna wyślizgane przez wiercących się studentów, których już nie pozna. Przesunął stopami po gołej posadzce, słuchając odgłosu tarcia i wyczuwając chropowatość pod podeszwą. Po chwili wstał z krzesła i nieśpiesznie wyszedł z sali.