Stoner
John Williams — Literatura piękna

Na starość wspominał te dwa lata przed zrobieniem dyplomu jak coś nierzeczywistego, jakby ktoś inny za niego je przeżył i jakby minęły nie zwykłym następstwem czasu, do którego przywykł, lecz w serii rzutów i zwrotów. Chwile szły jedna za drugą, lecz każda trwała osobno, a William Stoner odnosił wrażenie, że czas toczy się bez niego, a on tylko patrzy, kiedy życie się przesuwa przed jego oczami jak wielka diorama stojąca pod kątem.

Oglądał siebie na nowo. Czasem wpatrywał się w lustro, patrzył na pociągłą twarz pod strzechą brązowych i suchych jak siano włosów, i dotykał wydatnych kości policzkowych; dostrzegał chude nadgarstki wystające z rękawów płaszcza; zastanawiał się zarazem, czy innym wydaje się równie śmiechu wart, jak samemu sobie.

Nie robił planów na przyszłość i nie mówił nikomu, że zupełnie nie wie, co ze sobą począć. Dalej pracował u Foote’ów za wikt i opierunek, ale mniej ciężko niż wcześniej, przez dwa pierwsze lata studiów. Dawał się wykorzystywać Jimowi Foote’owi i jego żonie Serenie codziennie przez trzy godziny po południu i pół dnia w sobotę; resztę czasu miał dla siebie.