Stoner
John Williams — Literatura piękna

Po dłuższej chwili ojciec przysunął się na krześle. William uniósł głowę. Zobaczył miny rodziców. Mało brakowało, a zacząłby wrzeszczeć.

– Nie wiem, nie wiem – rzucił ojciec zachrypniętym i zmęczonym głosem. – Gdybym wiedział, że tak będzie. Wysłałem cię tutaj, bo chciałem dla ciebie dobrze. My z mamą wszystko robimy, żebyś ty miał lepiej w życiu.

– Wiem – powiedział Stoner. Nie mógł dłużej na nich patrzeć. – Dacie sobie radę? Może przyjadę i pomogę w żniwach? Nie ma problemu…

– Jeśli masz się dalej uczyć, to ucz się, i tyle. Poradzimy sobie z mamą.

Matka siedziała twarzą do Stonera, lecz na niego nie patrzyła. Powieki miała zamknięte, oddech ciężki, minę wykrzywioną, jak gdyby zbolałą, a ściśnięte pięści przyciskała do policzków. Stoner spostrzegł ze zdumieniem, że matka płacze – serdecznie, po cichu, zawstydzona swymi łzami, bo nie zwykła płakać. Patrzył na nią jeszcze chwilę, po czym podniósł się z krzesła i wyszedł z salonu. Wspiął się wąskimi schodkami do pokoju na poddaszu; długo nie mógł zasnąć i leżąc na łóżku, spoglądał w ciemność nad sobą.