I
NATHAN
To dla Rywki wrócił z Ameryki. Opowiadał, że przez cztery lata codziennie myślał o tej dziewczynie, aż w końcu kupił powrotny bilet na statek. Nie opowiadał, że wrócił bez grosza i że nawet na ten bilet musiał pożyczyć pieniądze od starszego brata. Za to wciąż lubił wtrącać w rozmowie amerykańskie słowa, których nikt z rodziny nie rozumiał.
Przywiózł z Ameryki skórzany pas z mosiężną klamrą. Pożegnalny prezent od brata na drogę powrotną do Polski. Na nowojorskim nabrzeżu uściskali się i więcej nie zobaczyli. Na pasku można było prześledzić, przyglądając się zużyciu kolejnych dziurek, jak przez lata zmieniała się jego figura. Nathan sam nie dowierzał, że kiedyś był taki szczupły.
Podobnie jak jego ojciec i dziadek, z wyglądu przypominał zapaśnika. Starego zapaśnika. Szerokie ramiona, ledwo widoczna szyja i wypięta do przodu, jak u koguta, klatka piersiowa. Był dumny, że w mieście mówią na niego „Boss”.
Na ulicy na pytania, co słychać, odpowiadał:
– Jest dobrze, ale nie beznadziejnie.
Ręką dotykał kapelusza i szedł dalej.