Stramer
Mikołaj Łoziński — Literatura piękna

Co kilka miesięcy przychodził list z Nowego Jorku. Ben pisał, że niestety, na razie musi odłożyć podróż do Tarnowa. Nie może teraz zostawić sklepu papierniczego. Zaczyna się rok szkolny i ma zbyt wiele zamówień. Musi zwolnić nieuczciwą pracownicę, a nie znalazł jeszcze na jej miejsce nowej, godnej zaufania. Niedługo chrześcijańskie święta Bożego Narodzenia, czas prezentów, a u nas nie tylko Żydzi kupują! Żona znowu się rozchorowała. Zaczął się kryzys, gdyby teraz zostawił sklep, nie miałby po co wracać do Ameryki. Ale tęskni i planuje w przyszłym roku. Nie może się już doczekać, żeby poznać Rywkę, ich synów i córki.

Jako rodzice najlepiej wiecie, czego potrzebują, więc kupcie to ode mnie.

Pomiędzy napisany na firmowym papierze (BEN STRAMER GENERAL MERCHANDISE, 33 Grand St, NY) i złożony na trzy list wkładał zielone banknoty. Dodatkowo obkładał je fioletową bibułką, żeby nie było widać, co jest w środku. Bibułka za każdym razem barwiła banknoty, które po wyjęciu z koperty były zielono-fioletowe i Rywka musiała je delikatnie obmywać, a potem suszyć nad piecem w kuchni.

Nathan dzieciom dawał tylko amerykańskie znaczki z kopert. Dolary odkładał.