Światłoczułość
Jakub Jarno — Literatura piękna

Cza­sem zdaje mi się, że nie do mnie się przy­sia­dasz, tylko do tę­sk­noty mo­jej. Ale ci się nie dzi­wię. Czy wła­ści­wie tę­sk­nota nie waż­niej­sza od czło­wieka? Może ona wła­śnie na­daje mu treść, może bez niej każdy to pu­ste na­czy­nie, wy­peł­niane do­piero bra­kiem ko­goś. Co rusz, jak sia­damy na tych skał­kach, prze­ko­nany je­stem, że wię­cej jej nie zmiesz­czę, że wię­cej ci nic opo­wia­dać nie będę. Strach mnie wtedy zdej­muje, że ist­nieć prze­stanę, a wraz ze mną Żerka.

Bez tej tę­sk­noty mo­jej prze­cież Żerki by dla cie­bie nie było. Bo i dla­czego miał­bym ci o niej mó­wić? Ow­szem, wciąż by­śmy się tu spo­ty­kali, wciąż faj­ta­li­by­śmy no­gami nad tym urwi­skiem, ale o in­nych rze­czach by­śmy roz­pra­wiali. O, na pewno. Prze­cież przy­cho­dzisz stale. Jak tylko sia­dam, za­raz się po­ja­wiasz. Cze­kał­bym, na­wet gdyby nie to moje wo­ła­nie do niej, gdyby nie ta twoja cie­ka­wość do mnie.

Ja może też wi­dzę Żerkę praw­dzi­wiej te­raz do­piero, jak ci o niej opo­wia­dam. O niej, o nas. Może bez tej tę­sk­noty w ogóle bym jej nie zo­ba­czył na­prawdę? A może się mylę. Ona po­tra­fiła żyć we mnie na­wet bez tego.