Światłoczułość
Jakub Jarno — Literatura piękna

W każ­dej in­nej, po­wiem ci, się gu­bi­łem. Tylko w niej nie. W niej się od­naj­dy­wa­łem. Ale nie chcia­łem do wspo­mnień o niej wra­cać, zlęk­niony się sta­wa­łem na samą myśl. To był czas, który mi­nął, o który trzeba dbać, żeby nikt go nie po­de­ptał. Oba­wia­łem się go od­wie­dzać. Nie chcia­łem skrzyw­dzić tego, co mi­nione, tym, co te­raz.

Na­wet jak się pierw­szy raz tu spo­tka­li­śmy, my­śla­łem prze­cież i upie­ra­łem się, że nie dam się na­kło­nić. Ale ty po­tra­fisz czło­wieka prze­ka­ba­cić. Tro­chę jak ona.

Od kiedy przy­cho­dzisz, już się nie boję. Po­lu­bi­łem na­wet te wy­prawy w prze­szłość. Bo i gdzie mam iść? W drugą stronę już ra­czej nie ma do­kąd.

Spo­tka­li­śmy się nie tak, jak trzeba, i nie wtedy, kiedy trzeba. Było to jesz­cze w cza­sach, kiedy na wieś nie mó­wiło się „mia­steczko”, kiedy wieś była sama w so­bie. Te­raz mó­wią, że jest jak do­da­tek do tej przy­droż­nej re­stau­ra­cji, co to stoi na tra­sie do mia­sta.