W każdej innej, powiem ci, się gubiłem. Tylko w niej nie. W niej się odnajdywałem. Ale nie chciałem do wspomnień o niej wracać, zlękniony się stawałem na samą myśl. To był czas, który minął, o który trzeba dbać, żeby nikt go nie podeptał. Obawiałem się go odwiedzać. Nie chciałem skrzywdzić tego, co minione, tym, co teraz.
Nawet jak się pierwszy raz tu spotkaliśmy, myślałem przecież i upierałem się, że nie dam się nakłonić. Ale ty potrafisz człowieka przekabacić. Trochę jak ona.
Od kiedy przychodzisz, już się nie boję. Polubiłem nawet te wyprawy w przeszłość. Bo i gdzie mam iść? W drugą stronę już raczej nie ma dokąd.
Spotkaliśmy się nie tak, jak trzeba, i nie wtedy, kiedy trzeba. Było to jeszcze w czasach, kiedy na wieś nie mówiło się „miasteczko”, kiedy wieś była sama w sobie. Teraz mówią, że jest jak dodatek do tej przydrożnej restauracji, co to stoi na trasie do miasta.