– Napiszesz w takim razie oświadczenie.
Nigdy, ale to przenigdy nie należy nic podpisywać. Podpis na kartce to mogiła, z tego się już nie da wycofać żadną miarą.
– Mówię, że napiszesz oświadczenie – spokojnie powtórzył inspektor.
– Co niby ma być w tym oświadczeniu?
– Że jesteś tour leader i przyprowadziłeś grupę do świątyni bez miejscowego przewodnika.
– Co się stanie potem, jak już napiszę to oświadczenie?
– A to już reguluje prawo.
– Jakie prawo?
– Dowiesz się, jak napiszesz oświadczenie.
– Chcę wiedzieć przedtem.
– Krok po kroku. Pisz oświadczenie.
Właśnie wtedy do mnie dotarło, że to nie jest zabawa, że to nie jedna z tych historii, które się potem wdzięcznie opowiada.
– Nic nie podpiszę. Spierdalaj.
To drugie dodałem w myślach.
Czułem, że coś jest nie tak, ale nie przypuszczałem, że aż do tego stopnia. Nie ma na świecie kraju, w którym policja najpierw wymusza oświadczenia, a dopiero potem informuje, co ci grozi. Jestem w środku jakiegoś szwindlu, tylko jeszcze nie wiem, jaki jest planowany jego finał.
A azjatyckie szwindle to jest naprawdę koronkowa robota i nigdy, ale to nigdy nie kończą się happy endem.