Nagle zrobiło się jakieś poruszenie, zmieniła się obsada. Inspektor siedział na swoim krześle i próbował stale oprzeć się na podłokietniku, którego jednak cały czas brakowało. Tajemniczy młodzian zniknął, a w jego miejsce pojawiło się dwóch innych. Jeden w mundurze, drugi po cywilnemu. Przejrzeli mój paszport, pogadali. Przyszedł ktoś jeszcze, przekartkował ponownie. Ten zniknął, wrócił młodzian. Zaszumiało radio przypięte do paska, ktoś krzyknął. Jeden klepnął mnie lekko w głowę i szarpnął się jak do bicia. Zabrali paszport z pokoju, wrócił tajniak. Inspektor znowu zaczął walić pięścią w stół i coś tam pokrzykiwał. Wszyscy dyskutowali między sobą podniesionymi głosami.
Inspektor nagle uciszył ich jednym gestem.
– No i jak tam, chłoptasiu? Zastanowiłeś się?
– Nic nie podpiszę, chcę się skontaktować z ambasadą.
Inspektor kiwnął głową do gościa stojącego za mną, a ten rzucił się nader gorliwie z kajdankami i skuł mi ręce.
Myśl, chłopie, myśl!
– Dobradobradobra, spokojnie – zacząłem mówić bardzo szybko. – Muszę najpierw zrozumieć, co tu się dzieje. Popełniłem waszym zdaniem przestępstwo, tak?
– Tak.
– Mam złożyć oświadczenie, w którym się do tego przyznam, tak?
– Tak.
– Mogę iść do więzienia?