Z balkonu pofrunął na chodnik niedopałek papierosa. Spojrzałem w górę. Zza przymkniętych okien dobiegały stłumione rozmowy. Kilka nut na pianinie, początek nic nieznaczącej melodii. Potem z nagła chór podniesionych głosów w dyskusji nad tym, co w życiu ważne.
A może o głupotach, skąd mogę wiedzieć.
PODSZEDŁEM DO TAKSÓWKI stojącej na postoju. Kierowca spał, przykryty gazetą z krzykliwymi tytułami. Zapukałem nieśmiało w szybę. Zerwał się, udając, że wcale nie drzemał, i gestem zaprosił mnie do środka. Gdy wsiadałem, umieścił na nosie okulary, do tej pory spoczywające dostojnie na czubku jego łysej głowy, przetarł oczy i rozsiadł się wygodniej w fotelu, pieczołowicie składając gazetę na miejscu pasażera, żeby później dokończyć jakiś sensacyjny artykuł.
– Dokąd, panie kierowniku?
Podałem adres.
– Oj, to niedaleko… – zafrasował się kierowca.
– A co, liczy się tylko, gdy jest daleko?
– Wie pan, w moim fachu akurat im dalej, tym lepiej.