Swoją drogą
Tomasz Michniewicz — Książki podróżnicze i przewodniki

Puste miasto tonęło w żółtym świetle latarń. Minęliśmy małą restaurację rozbrzmiewającą starym przebojem Chucka Berry’ego. Przed wejściem kilkanaście par tańczyło rock and rolla w strojach z epoki, w skarpetach w kolorowe paski i kapeluszach, i w samych koszulach, na przekór zimnu.

Kierowca nieustannie narzekał, jak to się wszystko zmienia i jak to teraz ciężko w życiu. Stały repertuar, wszyscy go znamy.

– A pan, szanowny panie, to ile ma lat?

– Trzydzieści.

– Ojojoj, to ja mam czterdzieści trzy lata więcej!

– Wnioskując z pańskiej energii, to jeszcze sporo przed panem.

– No nie wiem… Pan to jest jeszcze młody, ja to już jestem po kolacji…

– Wie pan, to tylko kwestia nastawienia – odpowiedziałem.

– Możesz się pan nastawiać, jak się panu żywnie podoba, ale jak przyjdzie zawał, to i tak się pan przekręcisz.

– Ale do tego czasu jeszcze wiele pan może zdziałać.

– A co ja tam mogę… Jeżdżę, panie, po tej Warszawie całe dnie, całe noce. Do pierwszego ledwo starcza, siły nie ma…

Patrzyłem przez okno, słuchając w milczeniu. Bombki zawieszone na latarniach kołysały się szarpane coraz silniejszym wiatrem.

– A pan czym się zajmuje, jeśli można wiedzieć? – podjął kierowca po chwili.