Swoją drogą
Tomasz Michniewicz — Książki podróżnicze i przewodniki

– W takim razie chcę kopię tego oświadczenia.

– Nie.

– Ma pan mój paszport?

– Najpierw pieniądze.

– Najpierw paszport, przyjacielu – podniosłem nieco głos, z czego dziś, gdy to wspominam, jestem bardzo dumny. – Nie zobaczysz żadnych pieniędzy, dopóki ja nie zobaczę swojego paszportu.

Inspektor wyjął mój paszport z kieszeni na przyrodzeniu i położył przed sobą. Splunął w kąt, wsadził do ust papierosa i podpalił go. Spojrzał wyczekująco.

Wyciągnąłem pieniądze i przeliczyłem przy nim.

– Zgadza się?

– Zgadza – odpowiedział.

Wyciągnąłem rękę z pieniędzmi, inspektor podniósł paszport i dokonaliśmy równoczesnej wymiany. Wyszedłem z pokoju, obrzucając inspektora najgorszym spojrzeniem białego wywyższenia, na jaki było mnie stać.

Do dziś nie wiem, czy to byli prawdziwi policjanci.1

– E TAM, wymyślił pan tę historię… – skwitował kierowca taksówki.

– Nie wymyśliłem, tak było naprawdę.

– No i co, najadł się pan strachu, a jednak nadal jeździ. Mówiłem panu, wojaże zmieniają człowieka. Ma czas, ma myśl, popatrzy sobie dookoła i na siebie też przy okazji popatrzy. Może dojdzie do jakichś wniosków. Każdy by się z panem zamienił. Dwadzieścia cztery złote.

– Może i ma pan rację. Reszta dla pana.