– W środku mieszczą się dwa dziewięciomilimetrowe naboje. Nazwałem go zabójcą żon. – Rover wycelował lufę w chłopaka. – Jedna dla ciebie, najdroższa... – Teraz przyłożył ją do własnej skroni. – A druga dla mnie... – W niewielkiej celi jego śmiech zabrzmiał wyjątkowo dziwnie. – Tak czy owak. Właściwie miałem zrobić tylko jeden, zleceniodawca życzył sobie, żeby nikt inny nie znał tajemnicy tego wynalazku. Ale zmajstrowałem drugi egzemplarz. I wziąłem go ze sobą jako zabezpieczenie, na wypadek gdyby Nestor kazał komuś spróbować mnie dopaść tu, w środku. Ale ponieważ jutro wychodzę i już go nie potrzebuję, ta zabawka należy teraz do ciebie. A tutaj... – Z drugiej kieszeni wyjął paczkę papierosów. – Może dziwnie wyglądać, jeśli się nie ma też papierosów, prawda? – Zerwał folię z góry pudełka, otworzył je, wyjął z kieszeni pożółkłą wizytówkę „Warsztatu motocyklowego Rovera” i wsunął ją do paczki. – A tu masz mój adres na wypadek, gdybyś kiedyś chciał zreperować motocykl. Albo załatwić sobie cholerne uzi. Tak jak ci mówiłem, mam jeszcze...
Drzwi się otworzyły i jakiś głos zagrzmiał:
– Wyłaź stąd, Rover!