Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

Usłyszał odgłos otwieranych drzwi. Ina, jego sekretarka, już wcześniej zapowiedziała kapelana. Arild Franck miał wtedy przez moment ochotę kazać jej, by poinformowała pastora, że jest zajęty. Nie byłoby to kłamstwo, przecież za pół godziny miał spotkanie z komendantem okręgowym w Budynku Policji. Ale Per Vollan ostatnio sprawiał wrażenie mniej stabilnego, niżby sobie tego życzyli, i należało dwa razy sprawdzać, czy zachowuje jaką taką równowagę. W tej sprawie nie było miejsca na żadne głupie błędy, dotyczyło to ich obu.

– Nie musisz siadać – rzucił Arild Franck, podpisał jeden z dokumentów leżących na biurku i wstał. – Powiesz mi, o co chodzi, po drodze.