Szczelina
Jozef Karika — Horror

Szczerze mówiąc, miałem to gdzieś, niech sobie robi, co chce. Znacznie bardziej martwiło mnie, co w ciągu najbliższych dni będę robić ja.

Nic przyjemnego, stary. Jeśli trafiła ci się kiedyś taka podła fucha, to wiesz, o czym mówię. Czekała tam na mnie ekipa równie podekscytowanych współpracowników, jeden albo dwóch facetów od inwestora i konkretny zapierdziel. Już pierwszy dzień dał mi w kość, a to były dopiero prace przygotowawcze. Willa na zewnątrz nie wyglądała na dużą – dwa piętra, niewysoka ozdobna wieżyczka, popękany tynk z masą jakichś płaskorzeźb i innych pierdółek.

Ale w środku było dużo gorzej. Śmierdziało starością i stęchlizną, a do tego wszędzie unosił się pył. Poranna mgła zaczęła się przerzedzać, a przez brudne okna zaglądało ostre słońce. Wolałbym, żeby nie wschodziło. W jego promieniach widziałem unoszące się tumany pyłu, miałem wrażenie, że to nie pojedyncze ziarenka się w nich unoszą i wirują, ale całe kłęby. Całkiem niedawno czytałem na jakimś blogu ciekawy artykuł o pasożytach żyjących w kurzu; całość uzupełniały zdjęcia mikroskopijnych organizmów w powiększeniu. Przypominały mi się za każdym razem, gdy drobinki pyłu drażniły mój nos albo dostawały się do gardła.