Szczelina
Jozef Karika — Horror

Ale to był dopiero początek. Dwóch świrów od inwestora kazało nam wywlec przed willę wszystkie meble. Wtedy po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać, co tu tak właściwie kiedyś było? To nie był dom prywatny – pokoje i ich wyposażenie przypominały coś zupełnie innego.

– Kiedyś tu był internat – wysapał mój kolega, gdy męczyliśmy się na długim korytarzu z ciężkim skrzypiącym metalowym łóżkiem.

– Tak myślisz? – zapytałem z niedowierzaniem.

– Internat, jak w tym budynku przy ulicy.

Fakt, parter i piętra przecinał główny korytarz z kilkorgiem drzwi. Wszystkie prowadziły do niewielkich pokoi wyposażonych w skromne meble i jedno albo dwa łóżka. I to kurewsko ciężkie, jak się okazało.

– Czy ja wiem. – Pokręciłem głową. – Raczej szpital albo jakiś zakład.

– Oż w dupę, gruźliki – wymamrotał kolega, wykrzywiając twarz z obrzydzeniem.

W głowie natychmiast pojawiły mi się kolejne wspaniałe możliwości. Gdzieś czytałem, że na przykład bakterie cholery są w stanie przeżyć nawet dziesiątki lat.

– Albo syfilicy, to wtedy też było powszechne – dodałem na poprawę humoru.

– Ale syfa nie można złapać z powietrza, nie?