Nie dowiedział się wiele. Nie miał też kontaktu z nikim w Żeromicach. W efekcie życie Kai przez ostatnie dwanaście miesięcy było dla niego jedną wielką niewiadomą, a ona sama stała się raczej postacią ze snów niż realną osobą.
Wzdrygnął się, kiedy telefon zadzwonił ponownie. Tym razem zawahał się nieco krócej. Tyle wystarczyło.
– Tak? – rzucił.
– Już mnie słyszysz?
Aż za dobrze. Głos Kai znów wywiercił mu dziurę w duszy.
– Teraz całkiem nieźle – potwierdził Zaorski. – I nadziwić się nie mogę, bo byłem przekonany, że już cię więcej nie usłyszę.
Dobrze, odzyskiwał równowagę. Należało trzymać się takiego lekkiego tonu i nie pozwolić, by emocje wzięły górę.
– Też się nie spodziewałam, że będę kiedykolwiek do ciebie dzwonić.
– Ale?
– Ale słyszałam, że jesteś w mieście, więc pomyślałam…
Mówiła spokojnym, neutralnym głosem, urwała jednak, jakby nagle zabrakło jej tchu. Cisza od razu stała się niewygodna, niemal fizycznie uwierająca. Seweryn postanowił szybko ją przerwać.
– Dopinaliśmy z małą diablicą formalności sprzedaży domu – odezwał się. – Znaczy staraliśmy się dopiąć.
– Więc jesteście jeszcze w Żeromicach?
– Do jutra.