Szepty spoza nicości
Remigiusz Mróz — Kryminalne i sensacyjne

Potem znikamy na dobre i już nigdy nie obejrzymy się za siebie, chciał dodać Zaorski. Zamilkł jednak, podobnie jak Burza.

– Dlaczego pytasz? – odezwał się po chwili.

– Mamy tutaj pewną sytuację…

– Nie da się ukryć – odparł, wodząc wzrokiem ponad drzewami. – Widzę tę dyskotekę z mojego podjazdu.

Znów cisza na linii. I znów słabe odgłosy z lasu.

– Burza?

– Chciałam poprosić cię o pomoc – powiedziała niepewnie. – Ale może to nie był najlepszy pomysł.

Zaorski cofnął się w stronę budynku i oparł się plecami o ścianę.

– Pomoc w czym?

– Mamy tu poćwiartowane zwłoki – wydusiła w końcu Kaja.

Oczywiście. Z jakiego innego powodu mogłaby o nim pomyśleć?

– Kilkadziesiąt minut temu dostaliśmy anonimowy donos. Rozmówca poinformował dyżurnego, że w okolicznych lasach znajdują się porozrzucane części ciała, i podał dokładne lokalizacje. Nie sprawdziliśmy jeszcze wszystkich, ale wygląda na to, że to nie żaden makabryczny żart.

– I do czego ja jestem wam potrzebny? – spytał Zaorski, starając się, by nie zabrzmiało to źle. – Ściągnijcie jakiegoś lekarza, Kalamus na pewno chętnie kogoś oddeleguje.

– Seweryn… Patrzę właśnie na tors mężczyzny. Na sam tors.

– Aha.

– Nie ma szyi ani kończyn.