Potem znikamy na dobre i już nigdy nie obejrzymy się za siebie, chciał dodać Zaorski. Zamilkł jednak, podobnie jak Burza.
– Dlaczego pytasz? – odezwał się po chwili.
– Mamy tutaj pewną sytuację…
– Nie da się ukryć – odparł, wodząc wzrokiem ponad drzewami. – Widzę tę dyskotekę z mojego podjazdu.
Znów cisza na linii. I znów słabe odgłosy z lasu.
– Burza?
– Chciałam poprosić cię o pomoc – powiedziała niepewnie. – Ale może to nie był najlepszy pomysł.
Zaorski cofnął się w stronę budynku i oparł się plecami o ścianę.
– Pomoc w czym?
– Mamy tu poćwiartowane zwłoki – wydusiła w końcu Kaja.
Oczywiście. Z jakiego innego powodu mogłaby o nim pomyśleć?
– Kilkadziesiąt minut temu dostaliśmy anonimowy donos. Rozmówca poinformował dyżurnego, że w okolicznych lasach znajdują się porozrzucane części ciała, i podał dokładne lokalizacje. Nie sprawdziliśmy jeszcze wszystkich, ale wygląda na to, że to nie żaden makabryczny żart.
– I do czego ja jestem wam potrzebny? – spytał Zaorski, starając się, by nie zabrzmiało to źle. – Ściągnijcie jakiegoś lekarza, Kalamus na pewno chętnie kogoś oddeleguje.
– Seweryn… Patrzę właśnie na tors mężczyzny. Na sam tors.
– Aha.
– Nie ma szyi ani kończyn.